Rodzina Patchworkowa

Witaj, Człowiek!

IMG 20180822 145745 scaled

Zanim cokolwiek zacznę / zaczniemy tutaj sobie popisywać, pomyślałam, że podzielę się z Tobą naszą historią. Ciekawe… może odnajdziesz w niej siebie, swój początek związku? Nie wiem, przekonamy się. Na pewno daj znać w komentarzu.

Myślę, że początki dwojga ludzi, gdzie jeden z nich ma „bogatszą przeszłość” nie są łatwe. To, co boli mnie najmocniej to właściwie brak u mnie i Przemka (obecnie mojego męża) takiego czasu ma luzie, wiesz… dwoje młodych ludzi sobie randkuje, poznaje się bez czegoś niełatwego w tle. Ona mieszka jeszcze z rodzicami, on już … hmmm… wynajmuje mieszkanie z racji studiów w innym mieście itd. On ją zaprasza do siebie na weekend… Nie. Tak nie było.

Męża poznałam na kilka miesięcy przed Jego rozwodem w 2013 roku.  Poznaliśmy się, z Jego strony od razu kawa na ławę – „Karolina, mam dwoje synów, nie jestem jeszcze po rozwodzie.”

Nooo… to było dość mocna wiadomość. Dlaczego ? Jako 23-latka, studentka, bez związkowej przeszłości pt. dzieci z poprzedniej relacji, rozwód, podziały majątków, zostałam postawiona w sytuacji, w której musiałam dokonać bardzo istotnego wyboru dość szybko: być z tym facetem, czy nie być? Próbować, czy nie? Chcę go poznawać, chcę próbować… ale jakby… nie da się wyciąć Jego przeszłości. Nie da się udawać, że wtedy 3-latek oraz 5-latek nie istnieją. Że nie istnieje matka dzieci. Kim ja właściwie mam być dla Jego synów? Ja chcę randkować! Na pewno nie mam ochoty być „macochą”! Masa myśli, które chyba wtedy po prostu odrzuciłam na dalszy plan.

Co najlepsze… poznaliśmy się przez jeden z popularnych serwisów randkowych. On nie mógł mi wyskoczyć w „wynikach wyszukiwania”, ponieważ nie był wolnym strzelcem, a takiego właśnie sobie wymarzyłam, będąc już po długiej serii doświadczeń z facetem, który nie był sam. Po prostu nie chciałam się pchać w coś podobnego drugi raz.

Odezwał się jakoś tak inteligentnie do mnie gość bez zdjęcia. W wiadomości odniósł się do fragmentu mojego opisu z profilu, zaintrygował mnie. Krótka wymiana zdań, odnalezienie się wzajemnie na FB, umówienie się na konkretną godzinę „poczatowania” na Messenger. W tzw. międzyczasie poprosiłam go jednak o zdjęcie… nie ukrywam, zależało mi także na tym, by facet, z którym mam się spotykać jednak był dla mnie okazem estetyki 😉 Jednak zdjęcie mnie nie zachwyciło… gość z otwartą buzią i piwem na stole. Jak się później okazało, to zdjęcie było zrobione przez Jego żonę na jakimś wyjeździe... Eeee… serio? To nie może się udać.

Tego samego wieczoru z czatowania przeszliśmy na rozmowę telefoniczną, która trwała chyba do… 4 rano? To po prostu nie mógł być ten facet ze zdjęcia. Miał… dobrą gadkę, niebanalną, ciekawy głos, słyszalną pewność siebie, tematy nam się nie kończyły, a dodam, byliśmy dla siebie totalnie obcy. Zafascynowało mnie to.

Polubiliśmy się ewidentnie... Pierwsza randka. Bardzoo miły czas. I kolejna randka ... I kolejna. Pierwsza była dość zabawna w tle, bo wiesz... miał mnie swoim samochodem zabrać gdzieś obcy facet. Miałyśmy z mamą umowę. "Dajesz mi numer telefonu gościa. Jak tylko podjedzie ja spisuję numery samochodu i ustalamy kod... Dzwonię do ciebie po kilkunastu minutach, jeśli mi powiesz, że boli cię brzuch, ja natychmiast wzywam policję, bo to będzie oznaczało, że coś nie gra..." Jak powiedziała, tak zrobiła - dzwoni i pyta, czy wszystko ok. Ja na to - zgodnie z prawdą - że tak. Na co mama: "KAZAŁ CI TAK MÓWIĆ?!?!?!?!?!?" 😀

Wszystko fajnie, ale... ale... nie był wolny. Nie był sam. Były i są dzieciaki. To nie był wymarzony start młodej dziewczyny. Takie "starty" mają ludzie po 30., po 40., kiedy to rzadkością raczej jest panna, czy kawaler. Prawdę mówiąc mocno zastanowiłoby mnie, gdybym poznała kawalera w takim wieku.

Spotkania nie były spontaniczne, nie zawsze sam na sam. Z chłopakami. Nieco w ukryciu, by nie było im przykro, że tata wtedy nie ma dla nich czasu. Przemek nie był specjalnie dostępny dla mnie w roli wolnego mężczyzny. Był tatą. To wiązało się z różnymi zadaniami, które prawdę mówiąc średnio mi się wtedy podobały. Wiesz, chciałam być najważniejsza. Myślę, że nie byłam w tej materii jakoś specjalnie dojrzała z różnych powodów. Po prostu miałam takie marzenie, by być numerem jeden dla swojego mężczyzny. A tu nie dosyć, że byłam "tą kolejną", to jeszcze czasami trudno było skupić na sobie uwagę, bo dzieciaki również - szczególnie w mojej obecności - o nią zabiegały. Czułam się jak piąte koło u wozu.

Młodszy syn Przemka szczególnie za mną nie przepadał. Powiem więcej. Brzydził się, czasami reagował fizyczną agresją wobec mnie, jakbym to ja doprowadziła do rozstania rodziców. Czuł taki przymus umycia się po tym, jak przypadkiem się dotknęliśmy. Usiłował nas rozdzielać, gdy chcieliśmy się przytulać. Tak wiem, to ja byłam dorosła w tym układzie (poza Przemkiem rzecz jasna), ale jednak nie potrafiłam zachowywać się dojrzale: obrażałam się, złościłam na chłopców, na Przemka...

Sielanka, jeśli była, nie trwała długo. Nie dałam rady. Po prostu nie poradziłam sobie z taką formą odrzucenia. Nie poradziłam sobie wtedy z podejściem Przemka do różnych spraw, jak to się mówi podczas rozwodów: RÓŻNICA CHARAKTERÓW, PRZESTALIŚMY SIĘ DOGADYWAĆ. Odpuściłam. Odeszłam po niespełna dwóch latach.

Odetchnęłam...

Po kilku miesiącach, gdy dowiedziałam się o tym, że Przemek ma dziewczynę, wpadłam w dziki szał. Wtedy włączyła mi się żałoba po Nim. Histeria. Płacz. "Jak On mógł mi to zrobić?!" Hah! Jakie to zabawne, że tak pomyślałam. Przecież nie byliśmy parą. A jednak...

Jakoś tak się stało, że On, będąc w tej relacji zaczął szukać kontaktu ze mną. Z jednej strony nie mogłam pojąć Jego zachowania, z drugiej strony bardzo mi to imponowało, "dodawało punktów do samooceny". Ten pobieżny kontakt trwał dobrych kilkanaście tygodni, nie ciągle, nie non stop, czasami... Zwierzał się. Zaczął wspominać. Tak, jakby w tej nowej relacji zaczął mnie doceniać. To było i smutne, i radosne. Dlaczego smutne? Ponieważ nie po raz pierwszy doświadczyłam relacji z facetem, który po czasie pluł sobie w pysk, że pozwolił mi odejść bez jakiejkolwiek próby powalczenia o nas. Tak, to smutne. Nie można mnie docenić, gdy jestem. Można, jak zniknę z pola widzenia na ... rok. Taką mieliśmy przerwę. Konieczną, istotną, niezastąpioną przerwę.

Każdy z nas w tym czasie doświadczył czegoś innego, każdy z nas w tym czasie mógł powyciągać na spokojnie wnioski z różnych sytuacji. No i ... bez wchodzenia w szczegóły, pozamykaliśmy stare sprawy i... wróciliśmy do siebie. Do końca życia nie zapomnę tego spotkania po długim czasie. Emocje. Emocje. Emocje. Próba wyjaśnień. Próba zrozumienia tego, co się stało. Płakałam. Po prostu płakałam.

To był z jednej strony ten sam Przemek, ale też na maksa inny Przemek. Myślę, że ta inność w pewnych kwestiach mnie przekonała do tego, by wejść do tej samej wody po raz drugi. Moja decyzja nie spotkała się z aprobatą wielu osób, szczególne tych mi najbliższych. To nie pomagało na pewno. Ale ja czułam, że tak powinnam właśnie zrobić. Ile się nasłuchałam: "Po co ci facet z dziećmi?", "A jak on wróci do żony?", "Jesteś dla niego wygodna, on nie ma dobrych intencji", "Nie pamiętasz już, jak było kiedyś?", "Z tego nic nie będzie Karolina", "Nie łudź się!", "Ale ty go tak na serio kochasz?". Nie! Na jaja! Dla żartów. Nudzę się w życiu i potrzebuję adrenaliny i tak się chce pobawić uczuciami dorosłego faceta i jego dzieci. NO LUDZIE!

Na swój sposób zaczęliśmy wszystko od nowa. Dość szybko zaręczyny, wcześniej przeprowadzka z rodzinnego domu do mieszkania męża. To był rok 2016. Pamiętam wzrok mojej obecnej Teściowej, gdy mnie "znowu" zobaczyła u boku Przemka. Bezcenne doświadczenie. Pamiętam także Jego słowa, jak mnie przytulił pierwszy raz po rozstaniu: "Właśnie tego mi brakowało..." - to był autentycznie wzruszający moment dla mnie.

Czy z chłopakami było mi jakoś łatwiej? Wręcz przeciwnie - na swój sposób było jeszcze trudniej, ponieważ nagle zniknęłam, bez słowa wyjaśnienia w ich stronę. Potem pojawiła się na jakiś czas inna kobieta, z którą ich tata po niedługim czasie zerwał nagle relację i RAM PAM PAM PAM... znowu ja. Nagle. Jak te dzieci miały mi zaufać? W ogóle komukolwiek zaufać? Jak można tak sobie zmieniać ważne osoby w swoim życiu. Najpierw wymiana z mamy na jakąś Karolinę, potem jeszcze na kogoś innego i znowu welcome Caroline. Jest w tym coś niebezpiecznego z punktu widzenia dziecka - dorośli bywają zmienni jak chorągiewki, nie ma sensu angażować się w ich pogmatwane historie...

I tak to wyglądało, tzn. bardzo długo udowadniałam, że ja już nigdzie się nie wybieram. Chłopaki testowali mnie na każdym kroku. Jednak ja już podchodziłam do tego nieco inaczej, na pewno doroślej ze swego rodzaju obietnicą, czy zobowiązaniem Przemka, że nie jestem tylko dziewczyną od spotkań, ale kimś znacznie, znacznie więcej... To na pewno uspokajało moje serce oraz głowę.

W 2018 roku wzięliśmy ślub. Niespełna rok później urodziła się nasza córeczka... Teraz jest rok 2020. Ku zdziwieniu kilku osób dalej jesteśmy razem, baaa, szukamy rozwiązań, jak usprawnić nasz układ, bo na pewno nie jest idealny. To miejsce, czyli nasza strona/blog o tym, jak żyjemy, co jest dla nas ważne, co nas inspiruje, to w końcu wspólna próba odnalezienia rozwiązania dla nas oraz dzielenia się tym z Tobą. To też autoterapia. Potrzeba bycia... potrzebnym dla innych. Ufamy i wierzymy głęboko w to, że nasze doświadczenia mogą innych inspirować lub chociażby prowokować do dyskusji.

Do czego serdecznie w imieniu swoim oraz Męża zachęcamy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *