DzieciPozytywna DyscyplinaRodzice

Pozytywna dyscyplina, kary i konsekwencje…

Pozytywna Dyscyplina jest naszym odkryciem. Znasz tę koncepcję?

Dawno, dawno temu (to nie będzie bajka) żył sobie Alfred Adler – psychoterapeuta – który uważał, że każdy człowiek, i mały i duży ma dwie podstawowe potrzeby: BYĆ WAŻNYM oraz PRZYNALEŻEĆ. Jak wyobrażasz sobie rozwój, wzrastanie w środowisku, w którym czujesz się niepotrzebny i nieistotny? Któregoś chłodnego dnia odbierałam książkę z jakiegoś punktu typu mała księgarnia w centrum Gliwic. Tam było wiele książek, które można było zakupić na miejscu. Rzuciła mi się w oczy jedna… brązowa… o tytule, którego potrzebowałam, potrzebowaliśmy wszyscy… POZYTYWNA DYSCYPLINA (PD). Potrzebowaliśmy i nadal potrzebujemy czegoś, co dzieciaki i nas… ZDYSCYPLINUJE, bez negatywnej konotacji, bez negatywnych skojarzeń i znaczeń. Słowo POZYTYWNA w tytule było i jest zatem „jak znalazł”… W podtytule czytam dalej: „Oparta na szacunku i empatii skuteczna metoda wychowawcza …” itd. TAK, TAK – SZACUNEK I EMPATIA! Tego nam często brakuje!

Zanim jednak zaczęłam czytać tę książkę minęło trochę czasu, w którym dalej brnęliśmy w kary i nagrody, w kij i marchewkę. Książka zdążyła się zakurzyć, serio! Po bliżej nieokreślonym czasie, sfrustrowana rzeczywistością z trójką dzieci w domu, zaczęłam szperać w sieci na temat PD. Dotarłam do polskiej strony, przedrukowałam czym jest PD, kupiłam kilka pozycji, w tym kilka narzędzi i… tak się zaczęło. Popłynęłam w ten świat tak mocno, że zapragnęłam – jako psycholog
z zawodu – uczyć innych rodziców, pokazywać im, że można być w lepszych relacjach ze sobą w domu.

PD – metoda wychowawcza – najogólniej mówiąc pomaga m.in.:

  • w rozumieniu dzieci,
  • we wspieraniu ich w różnych obszarach,
  • w wychowywaniu ich na dorosłych, którzy są wrażliwi, odpowiedzialni, pewni siebie,
  • w radzeniu sobie z szarą codziennością, tj. domowe obowiązki, samodzielność, toaleta poranna i wieczorna itp.

A zatem… PD to metoda wychowawcza ze zbiorem wielu różnych narzędzi do pracy z dzieckiem i ze sobą, by wszystkim było ze sobą lepiej oraz, co równie ważne, by dziecko mogło wyciągnąć lekcję z tego, co się wydarzyło…

To, od czego warto zacząć to niewątpliwie fakt, iż ta metoda wychowawcza jest nastawiona na postawę, w której rodzic jest jednocześnie UPRZEJMY I STANOWCZY. W związku z tym, nie jest ani pobłażliwy, ani surowy. PD zabiera wszystko to, co najlepsze z tych dwóch postaw w pewnym sensie. Z bycia pobłażliwym: ciepło i miłość, z bycia surowym – konsekwencję.

Powiem szczerze, że obecnie nie potrafię wyobrazić sobie „zdrowszej” postawy wobec dzieci. Rozmawiam z wieloma Rodzicami, można by rzec NOWOCZESNYMI, jednak wielu z nich w dużej mierze nadal korzysta z metod wychowawczych, które były stosowane dekady temu. Czy to źle? Nie mi to oceniać, bo nie o ocenę chodzi, a o wpływ na dziecko, jednak patrząc na bycie z dziećmi długofalowo, to może mieć ogromne znaczenie w obszarach:

  • więzi,
  • jakości relacji,
  • komunikacji,
  • rozwoju itd.

KARA VS KONSEKWENCJE

Jane Nelsen w swojej brązowej książce „POZYTYWNA DYSCYPLINA” pięknie opowiada o tym, jak mocno trzeba uważać na to, co działa, ale… właśnie długofalowo nie wiąże się z pozytywnymi rezultatami. Świetnym przykładem jest stosowanie kar. Zdaje się, że to dobra metoda wychowawcza, ponieważ często eliminuje niepożądane zachowanie. Ale czy na pewno? Zastanawiałeś się Rodzicu, co się właściwie dzieje, gdy karzesz swoje dziecko? Pozwolę sobie wyjaśnić na przykładzie:

Dziecko zachowało się jakkolwiek: słaba ocena, coś zepsuło, wpadło w złość, histerię, marudzi, nie chce zjeść, uderzyło siostrę, opuściło świadomie lekcję, zwyzywało rodzica, ukradło pieniądze z portfela rodzica… Zachowanie jest wypadkową wielu czynników, niezależnie od wieku. Mając jednak na uwadze tę młodszą część populacji, zwaną dziećmi, tzw. niegrzeczne zachowanie może być spowodowane takimi czynnikami jak: gorsze samopoczucie, niezrozumienie sytuacji, niewiedza, wiek dziecka, a zatem specyficzne dla okresu życia rozumienie rzeczywistości, potrzeby zgodne z wiekiem, skok rozwojowy, dojrzewanie, hormony, głód, zmęczenie, emocje, widzenie świata, jego interpretacja… Można mnożyć i mnożyć…

Idźmy dalej. Kara w takich sytuacjach, jak wymieniłam ogólnie powyżej wydaje się w mojej ocenie mocno raniąca młodego człowieka, szczególnie w wydaniu takim, że dziecko zachowało się jakoś, a kara nie ma związku z tym zachowaniem:

  • kara na komputer za jedynkę z matematyki.
  • brak bajek na tydzień, bo dziecko krzyczało w złości.
  • brak słodyczy, bo uwaga w szkole od nauczyciela za rozmowy na lekcji.

Jakkolwiek rozumiem intencje Rodzica – trzeba ponieść konsekwencje swoich czynów – tak nie rozumiem tego, że dziecko ma „płacić” za swoje zachowanie w sposób totalnie bez żadnego związku. Jak w taki sposób ma się „nauczyć”, jak ma się zachowywać? Ba, nasuwa mi się kolejne pytanie, czego dziecko się uczy w takich sytuacjach? Obawiam się, że cwaniactwa, braku zaufania do rodzica, w dużej mierze buntuje się, złości lub – co gorsza – zamyka w sobie, nie widząc przestrzeni do dyskusji z rodzicem. Bardzo trudne dla dziecka są również sytuacje, gdy jest podwójnie karane, np. w szkole oraz w domu za jedno zachowanie. Bywa  tak, że ta uwaga w szkole oraz druga część kary w domu wychodzi dalej, np. do domu dziadków, gdzie i tam nie może czegoś robić… Biję się w pierś, sama się tak zachowywałam. I między innymi dlatego dogłębnie rozumiem, dlaczego taka postawa rodziców NIE DZIAŁA. Zobacz, dziecko za gadanie z kolegą na lekcji ma krechę w domu, u babci – bo mama zabroniła, by u babci leciały bajki – dziecko płaci wygórowaną cenę za zachowanie, które potrzebuje być ZAOPIEKOWANE. Wracając do teorii, że zachowanie bierze się skądś, warto do tego dotrzeć. To jednak wymaga więcej, niż kary, bo wolnego czasu rodzica na rozmowę, wymaga troski i cierpliwości, konfrontacji być może z problemem dziecka. Warto też dodać, że karą nie musi być zakaz w domu, a zachowanie rodzica wobec tegoż dziecka:

  • karcący wzrok,
  • oschły ton,
  • werbalizowane głośno niezadowolenie,
  • prychanie,
  • parskanie,
  • oziębłość,
  • dystans, na takiej zasadzie, że NIECH TERAZ MA, JAK SIĘ TAK ZACHOWAŁO, MUSI SWOJE ODCIERPIEĆ.

To bardzo krzywdzące postawy. Nie wspominam nawet o karach cielesnych, czy o karach typu IDŹ DO KĄTA, PRZEMYŚL SWOJE ZACHOWANIE. To mnie niesamowicie porusza, że tak jest nadal w wielu domach, że niektórzy rodzice usiłują budować dyscyplinę siłą czy wykluczeniem. Nie dostawałam lania jakoś nagminnie, jako dziecko, ale pamiętam to. Byłam na przykład uderzona za to, że miałam spleśniałe jedzenie w tornistrze czy szafce biurka (śmiertelnie bałam się wyrzucić jedzenie, bo chyba u mnie w domu się go nie wyrzucało). Byłam zmuszana do jedzenia, wiecznie za mało. Nie wspominam tego dobrze. Myślę, że potrzebowałam wtedy troski, zainteresowania, rozmowy o tym, na co mam ochotę do zjedzenia, czy coś mi smakuje…

Chciałabym być dobrze zrozumiana w kwestii karania: nie jestem zwolenniczką udawania, że nic się nie stało, wręcz przeciwnie, jednak każde zachowanie wymaga od nas – rodziców – zrozumienia, skąd ono się wzięło oraz, w przypadku tych niepożądanych zachowań  – znalezienia na nie sposobu. Tutaj polecam odpowiedzieć sobie na poniższe pytania:

  1. Czy to, co chcę zrobić jest POWIĄZANE z zachowaniem dziecka?
  2. Czy to, co chcę zrobić jest PEŁNE SZACUNKU?
  3. Czy to, co chcę zrobić jest ZASADNE I PROPORCJONALNE?
  4. Tutaj odniosę się natomiast do tego, by rozmawiać z dziećmi o tym, co się wydarzy/co zrobisz, gdy one zdecydują się na nieakceptowalne zachowanie, czyli POINFORMUJ ZAWCZASU… a potem się tego konsekwentnie trzymaj.

Przykłady rożnych sytuacji wraz z możliwymi rozwiązaniami – NATURALNYMI ORAZ LOGICZNYMI KONSEKWENCJAMI (na to kładzie się nacisk, zamiast kar):

Dziecko coś rozlało? Sprząta.

Dziecko dostało słabą ocenę? Poprawia.

Dziecko zepsuło zabawkę? Ma zabawkę, która nie działa.

Dziecko zapomniało śniadania do szkoły? Będzie głodne.

Dziecko nie zabrało zadania do szkoły? Skorzysta z BZ (brak zadania; teraz ma już go mniej w puli do wykorzystania) lub dostanie negatywną ocenę.

 

Czy coś Ci się nasuwa w tej części? Masz jakieś refleksje?

Wierzę, że to, o czym napisałam w tej części nie jest „łatwe”, szczególnie, jeśli stosujesz kary wobec swoich dzieci. Jest duża szansa, że możesz się ze mną nie zgadzać, możemy mieć skrajne widzenie wychowywania. Jeśli tak jest, to jedyne, o co Cię proszę, to przemyślenie tego, o czym piszę. Przeanalizuj sobie to, co dzieje się u Ciebie. Oczywiście tak czy siak z całego serca zachęcam do stosowania u dzieci KONSEKWENCJI, a nie KARANIA ZA ZACHOWANIE. Konsekwencje pozwalają poczuć odpowiedzialność, poczuć skutki swojego działania.

ABY ZACHOWYWAĆ SIĘ LEPIEJ, TRZEBA SIĘ POCZUĆ LEPIEJ: O POCZUCIU WARTOŚCI, ZACHĘTACH ORAZ ŚMIECIOWYM JEDZENIU…

Toż to majstersztyk! ODKRYCIE! Ciekawi mnie Twoja pierwsza myśl, gdy to przeczytałeś, Rodzicu. Do tej pory mogło być tak, że do „lepszego” zachowania u dziecka dążyłeś zupełnie na odwrót. Zastanów się przez chwilkę, w jakiej sytuacji Ty, jako osoba pracująca, zachowałbyś się lepiej: kiedy Twój wkurzony na Ciebie szef obraziłby Cię wśród innych pracowników, rzucając Twoimi materiałami, czy wtedy, gdyby zaprosił Cię do gabinetu na rozmowę sam na sam, przytaczając spokojnie swoje uwagi dotyczące Twojej pracy? Jestem niemalże pewna, jakiej odpowiedzi udzielisz. To bardzo proste – będąc poniżonym, czy zawstydzonym nie jesteś zmotywowany do „bycia lepszym”, raczej do tego, by obgadać pracodawcę, szukać okazji do zemsty, może do zwolnienia się… Nie znam wielu ludzi, którzy fruwają zmotywowani do działania po serii „mięsa” w ich stronę, w takiej czy innej formie podanego. Jesteśmy otwarci na współpracę, będąc ZACHĘCENI do niej. Popraw mnie, jeśli się mylę… Celowo piszę o zachęcie, a nie o nagrodzie, czy pochwałach. Jane Nelsen nazywa pochwały „śmieciowym jedzeniem”, łatwo dostępnym, bez żadnej wartości, wyjątkowości… Jaka jest podstawowa różnica między pochwałą a zachętą?

Ta pierwsza koncentruje się na dziecku jako takim („JESTEŚ SUPER MĄDRA!”, „CUDOWNY Z CIEBIE CHŁOPCZYK!”), a ta druga na zadaniu („STARANNY RYSUNEK!”, „DOBRA ROBOTA!”).

Czujesz te subtelne różnice? To, co jest tutaj najważniejsze, to konsekwencje obu podejść. Pochwały mogą budować w dziecku postawę, że zrobi coś tylko po to, by usłyszeć o sobie same superlatywy, motywują do robienia czegoś, by być chwalone, a nie po to, by się rozwijać, by być coraz lepszym czy lepszą. A co gorsza, pochwały mogą budować w dziecku przekonanie, że ono jest „dobrym dzieckiem”, kiedy coś „dobrze” zrobi. Więc będzie robić i robić… i rozwijać w sobie to przekonanie, które słabo zaowocuje na kolejnych etapach życia. Wyrośnie dorosły, który potrzebuje aprobaty z zewnątrz, który ma kłopot z tym, by sam siebie docenić – SKĄD JA TO ZNAM?! Wydaje mi się, że jako dziecko byłam zachwalana, a może rzadziej skupiano się na mojej pracy. Ja taka super, ja taka mądra, ja taka elokwentna… Łapię się na tym, jak teraz nieustannie poszukuję na zewnątrz potwierdzenia, że słusznie myślę, że podążam słuszną drogą itd. To piekielnie niełatwa cecha. Z drugiej strony jestem przekonana, że to nie działo się w moim dzieciństwie, by mnie skrzywdzić (w żadnym wypadku!), nikt się nie zastanawiał nad konsekwencjami swoich działań, zachowując się w tamtym czasie najlepiej, jak się potrafił.

 

do wpisu

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *